Partner Greys Anatomy World - witaj! Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości.
Forum Partner Greys Anatomy World Strona Główna                    FAQ
                Szukaj
             Użytkownicy
          Grupy
       Galerie
    Rejestracja
Zaloguj
Odcinek w całości!
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Partner Greys Anatomy World Strona Główna -> Episode 01.03 - "Whiskey Lullaby"
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Mark
Administrator
PostWysłany: Nie 15:37, 15 Kwi 2007
Administrator


Dołączył: 01 Kwi 2007

Posty: 678
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Nowego Yorku of course

Tytuł odcinka - piosenka Whiskey Lullaby - Alison Krauss & Brad Paisley

Voiceover

Kiedy byłam dzieckiem mama kupowała mi czekoladki z zabawką w środku. Kupując, nie wiedziało się co można tam znaleźć, cała zabawa polegała na efekcie zaskoczenia. Wpadałam w dziecięcą wściekłość gdy okazywało się, że zamiast wymarzonej lalki trafiłam na składany traktor. Niespodzianki i zaskoczenie nie przestają opuszczać nas z chwilą gdy przestajemy być dziećmi. Co więcej, nas- dorosłych atakują sprytniej i celniej, skutecznie odcinając nam drogę wyboru. Efektem może być oczywiście radość i szeroki uśmiech na twarzy szczęśliwie obdarowanego. Może nim też być natychmiastowa konieczność wizyty na ostrym dyżurze z podejrzeniem szoku psychicznego i palpitacji serca. Uwierzcie mi, na słowo 'niespodzianka' naprawde nie należy wpadać w przesadną euforie.

Szatnia


( Mer wchodzi i zawiesza na tablicy ogłoszenie ' Przyjme współlokatorów' )

Meredith - No dobra, kto sie zgłosi to sie zgłosi. Zdaje się na los, biorę w ciemno. Podażajmy za przezna.. (z za szafki wychodzi Izz, patrzy na gadającą do siebie Mer jak na idiotkę, po chwili zauważa ogłoszenie) O cześć Izz, nie patrz tak na mnie, tak gadałam do siebie, ale konieczność przyjęcia do siebie obcych ludzi o chyba wystarczające usprawiedliwienie.

Izzie - Szukasz współlokatowrów? Yay!!! Wspaniale, bo ja właśnie mieszkania szukam! Przyjmiesz mnie do siebie Meredith? Jestem miła, czysta i spokojna. Sprzatam po sobie *czasem, myśli*, no i pieke genialne babeczki!

Meredith - Izzie...słuchaj mnie uważnie. Szukam OBCYCH ludzi. Nie wesołych, szczęśliwych stażystów z tego samego oddziału, od tego samego rezydenta. Chce zdać sie na los! Powierzyć to przypadkowi. Zamieszkanie razem chyba nie jest dobrym pomysłem.

Izzie - No co Ty!!! Chcesz do domu obcych ludzi wpuścić? Meredith zobaczysz będzie świetnie! Te wspólne wieczory przy pizzy, będe Ci robiła naleśniki na śniadanie, poplotkujemy o facetach!!! Och Mer, musisz się zgodzić!

Meredith - (myśli) wspólne wieczory, naleśniki. plotki o facetach... (Mer sie krzywi) Ale Izzie (udaje miłą) ten dom może ci nie odpowiadać. on jest...ehm..bardzo ponury! Pełno w nim staroci, śmieci...eee...alkoholu..nie pasuje do takiej...radosnej osoby jak ty.

Izzie - Alkoholu mówisz *uśmiecha się*, gwarantuje Ci, że pasuje! A poza tym Meredith, ten dom potrzebuje ludzi! Ludzie go rozjaśnią, rozbawią, a alkohol wypiją. No, prosze Cię Mer. Przecież nie chcesz, żebym spała pod mostem w kartonowym pudełku! *smutna mina*

Meredith - (zrezygnowana) powiedzmy, że się zgadzam i jeden pokój możesz wziąśc. Ale! Nie przesadzaj z sexem i pamiętaj że upić do nieprzytomności moge się tylko ja!(myśli)* bo inaczej kto będzie sprzątał moje rzygi*. Czynsz za miesiąc z góry i pamiętaj, że nie wiem kto jeszcze będzie tam mieszkał, więc ktokolwiek to będzie nie chce słyszeć żadnych narzekań.

Izzie - Meredith kochana jesteś, na pewno nie pożałujesz tej decyzji!!! *rzuca się na szyje zdegustowanej Mer*


Inna część szpitala

Mark: Doktor Grey i O'Malley dzisiaj spędzicie dzień ze mną na chirurgii plastycznej.
Mam nadzieję że macie podstawową wiedzę bo będę zadawał wiele pytać.

Meredith: (do Georga) lepszy dzień z nim niż z Montgomery- Shepherd, widziałeś jak łapczywie jadł tego ogóra? (do Marka) doktorze Sloan przy jakim przypadku nas pan potrzebuje?

George:
Yeaaahhh ... ( Georgie szczerzy zębiska) ... Yeaaahhh ...strasznie się cieszę doktorze Sloan ... bardzo jestem szczęśliwy z tego wpajania nowej wiedzy medycznej (Co on sobie myśli że niby ja pojęcia nie mam ) a i pojęcie mam też miałem zajęcia z chirurgii plastycznej na studiach i bardzo byłem z nich zadowolony.
(Szepcze Georgie do Mer) Tak Mer masz rację lepiej z nim niż z Montgomerową Szapardową Addison ...phihihi

Mark: Banalnym. Korekcji odstających uszu. Co wiecie o tym zabiegu?

Meredith: będzie pan musiał na nowo ukształtować chrząstkę albo zrobić specjalne nacięcia aby mogła się lepiej ruszać (myśli) dzięki ci Boże za kasety mamy...

George: ehm...yhmmm.. no to jest taki zabieg (myśli) ..... noooo nooo .... Mer już powiedziała ...

Mark: Celem operacji jest poprawa ustawienia małżowin usznych w stosunku do głowy.
Operacja polega na wycięciu część skóry i modelowaniu chrząstki w miejscu odpowiadającym jej prawidłowemu zagięciu - grobelka, a następnie umocowaniu tej chrząstki w prawidłowym ułożeniu niewchłanialnymi szwami nylonowymi.
Ile będzie trwała operacja Dr O'Malley?

George: Zabieg trwa od 20 do 40 minut doktorze Sloan .....

Mark: O'Malley... zabieg trwa Ok. 1,5 godziny. No jednak podstaw nie wynieśliśmy z tych naszych zajęć na chirurgii plastycznej.
Jakie znieczulenie zastosujemy Dr Grey?

Meredith: znieczulenie miejscowe doktorze Sloan

George: lub ze względu na stan emocjonalny pacjenta w krótkotrwałym znieczuleniu dożylnym... (się odezwał) ...

Meredith: możliwe jest też wykonywanie zabiegu w półśnie (ja też coś wiem!)

Mark: No tu mnie zaskoczyliście Tylko się nie pozabijajcie.
Jakie badania są wymagane?

Meredith: badanie czasu krwawienia i krzepnięcia krwi, morfologia i grupa krwi.

George: badanie czasu krwawienia i krzepnięcia krwi morfologia i grupa krwi (mówią razem z Mer)

Mark: Jeszcze OB, glikemia, jonogram moi drodzy. To także powinniście wiedzieć nawet jeśli nie palujecie zostać rekinami chirurgii plastycznej.
Jak zrobicie te wszystkie badania przynieście je mi i spotkamy się w gabinecie zabiegowym.

Dylan: (tymczasem oko Dylana przeturlało się po leżance bacznie obserwując całą sytuację. pomyślało sobie swoim małym ocznym rozumkiem, że jak tylko natrafi na swoją głowę to musi jej przekazać swoje spostrzeżenia...po czym udało się do ubikacji, bo tam zawsze dzieje się coś ciekawego...)

Meredith: (do Georga) jeszcze żaden rezydent nas tak nie męczył...a słyszałam, że w ogóle nie zwraca uwagi na stażystów...w sensie naukowym..

George: Tak jest doktorze Sloannn.... ( Eh się wymądrza )
A ja wiem ten doktorek ma w sobie duże możliwości...ale się wymądrza za wszystkich ....Chodź Mer idziemy bo zaraz będzie nas gonił jeszcze ze skalpelem xD

Gabinet Sloana


Meredith: Oto wszystkie wyniki panie doktorze, przygotować sale operacyjną czy potrzeba coś jeszcze (myśli) niezły...ale podobno męska dziwka..

Mark: Ok. Mereredith myj się a O'Malley niech przygotuje juz wypis i rokowania a po operacji zajrzy do pacjentki ( Mer chce protestować). Nie, nie. Ty operujesz, O'Malley zajmie się kartami. Zasłużyłaś na nagrodę *diabelskie spojrzenie*

(Wychodzi i zostawia Mer samą)

Meredith: korekcja uszu? nieźle! może pozwoli mi pomóc przy nacinaniu chrząstki, to by zadowoliło moją matkę...Może jednak to co o nim mówią to plotki(rozmarzony uśmiech) Ma takie ładne oczy ..i uśmiech i...Meredith opanuj się jesteś w pracy! Co innego po operacji... (myje się)

( Mark i Meredith spotykaja się na sali operacyjnej. Meredith nie potrafi ukryć podekscytowania. )

Mark: Spokojnie Grey. To tylko korekcja uszu. Aż strach myśleć co by było gdyby to był Lwizm albo ..ech.. Jak tam układają się Twoje sprawy z Derekiem? Posunęliście się może na przód? Oczywiście nie wypytuje Cię o nic bo krzywdę czynić gorsza rzecz niż ją cierpieć. Chcesz naciąć chrząstkę?

Meredith: Naciąć chrząstkę? Naprawdę? (Mer patrzy na Marka jak na Boga) A Derek...znaczy ehm.. doktor Shepherd..jest na sympozjum powinien wrócić za dwa tygodnie.. ( mina pt. 'jestem biedną, samotną dziewczynką')

Mark: świetnie Ci idzie. Juz kończymy. A jeśli chodzi o Dereka to jakoś to poukładacie, razem lub oddzielnie. Wszystkie rany mają swoje plastry. Znajdziesz kogoś nowego najwyżej. Gdy nowe nadchodzi, stare odchodzi. Juz skończyliśmy. Zawieź pacjentkę do jej sali i powtórz wszystkie badania, chcemy mieć pewność że wszytko będzie jak najlepiej. Jak skończysz przyjdź do mnie.

George: Mer Mer !!!!! W której sali leży ten pacjent co operowaliście go teraz razem z McSteamy’m??? Musze do niego iść zajrzeć ...

Meredith: w 114 George (Mer robi wszystkie badania i z wynikami przychodzi do Sloana) Powtórzyłam wszystkie badania, wydaje się że nie ma żadnych powikłań pooperacyjnych, a blizny będą się szybko goić...Coś jeszcze doktorze Sloan (wzrok jęczącej dziwki)

(Mark podchodzi do Meredith zamyka drzwi na klucz i zaczyna ją namiętnie całować)

Mark: Masz coś przeciwko? ( patrzy na Mer tym swoim wzrokiem Man Candy)

Meredith: Jestem niewyżytą stażystką z guzem na czole i syndromem porzucenia. Nawet gdybym miała coś przeciwko to czy ma to jakieś znaczenie? Bez wątpienia możemy kontynuować...doktorze Sloan (Meredith zamienia się w baaardzo sprośną stażystkę i rzuca Marka na biurko)

(Mark poddaje się Meredith tyle tylko że zrzuca z niej ciuszki i pieści po nagim ciele. Kochają się.)

Meredith: ehhhhhhhh...brakowało mi tego (orgazm xD) jest pan wielki doktorze Sloan...chyba w tej sytuacji mogę mówić ci Mark..

Mark: Lepiej późno niż wcale ( całuje Mer po szyi ).
(przerywa i patrzy jej w oczy) Ale pamiętaj słodko się pije, gorzko się płaci moja droga..

Meredith: (myśli) Nie dość że dobry w łóżku to jeszcze przysłowia zna ..mieć takiego w domu to dopiero pożytek ( jej wzrok zatrzymuje się na ściennym zegarze, odskakuje od Marka) O nie! To już ta godzina?! Mark musze lecieć do domu podpisać umowę wynajmu! Gdzie są moje majtki? (rozgląda się) Chrzanić idę bez! ( szybko się ubiera i wybiega z gabinetu. Po jej wyjściu Mark z rozbrajającym uśmiechem wyjmuje schowane do szuflady majtki)

( Mark wynurza się z za rogu i słyszy jak George mówi o chamie )

George: Znowu karty do pisania... ( Wstrętny idiota) ... ten tylko za dupami się ogląda ... (Georgie w myślach)jak myśli ze zobaczy pierwszą lepszą to od razu do łóżka z nim wskoczy...co za cham...tylko by chciał sexu i nic więcej

Mark: Cham to ktoś kto całuje i mówi jednocześnie O'Malley. Zapamiętaj i pośpiesz się z wynikami pani Thompson.

George: Już idę doktorze.... (Tylko chodzi się wymądrza) .... (po kilkunastu minutach) ... Doktorze tu są wyniki pani Thompson... wszystko jest w porządku, pacjentka też się dobrze czuje, wiec wszystko powinno być ok..

Mark: O'Malley! Brakuje rekonwalescencji po zabiegu. Jaka jest rekonwalescencja po zabiegu Korekcji odstających uszu? Słucham! I efekty uboczne przy okazji bo też ich tutaj nie widzę!

Dylan: Nieświadomi niczego Mark i Meredith robili ten tego figo fago, kiedy lewe jąderko Dylana zwisało sobie swobodnie spod sufitu...skakało sobie radośnie podczas całej...dość krótkiej "akcji o pseudonimie Steammy...". Można by pomyśleć, że jądra nie mają rozumu...ale jeśli wziąć pod uwagę to, że "faceci myślą jajami" można swobodnie przyznać rację, starym przysłowiom ludowym...Tak więc lewe jąderko Dylana pomyślało, że (podobnie zresztą jak jego prawe oko-że jak tylko odnajdzie swój łęb, to musi mu całą sytuację opisać co do joty...)Kiedy akcja o kryptonimie Steammy zakończyła się powodzeniem (dla obu stron) lewe jąderko Dylana spokojnie poczekało na odpowiedni moment, po czym wyturlało się na korytarz i postanowiło przemierzyć sporą odległość, aby przeszukać SGH w poszukiwaniu reszty swoich części ciała...

George: To będzie tak doktorze Sloan ...
Okres rekonwalescencji nie trwa dłużej niż 3 tygodnie od operacji. Blizny pozostające poza uszami są mało widoczne. W okresie miesiąca od zabiegu należy zwrócić większą uwagę na okolice uszu. Należy unikać przeciągów, nadmiernego wysiłku fizycznego, a także dużego natężenia światła, sauny czy solarium.
Efekty uboczne :przejściowa opuchlizna, bolesność, zaczerwienienie, osłabienie czucia.
Zgadza się doktorze??? (Ty doktorku przelatorku w myślach)

Mark: Wspaniale! A teraz przelej to na papier geniuszu!!
( teraz wkurzony do granic możliwości wychodzi i trzaska drzwiami )

George: (Geniusz się znalazł od siedmiu boleści i piątego smutku...tylko w łóżku jest geniuszem....zawsze gotów do przelotów byle nawet może i w swoim gabinetem ... ach bym mu te jego jąderka zniekształcił i jego twarzyczkę xD) Już przepisuje doktorze Sloan ( może bym mu jednak poszedł i zniekształcił ??? Może jak będzie spal zabiorę go na salę operacyjną iiii powycinam mu to co potrzeba...pomyślimy nad tym ) ... Po kilku chwilach ... Doktorze przepisane juz wszystko jak należy czarno na białym ( Ty wielki pofajdany mózgu) ..

W drodze, na ginekologię i w gabinecie Addison.

Addison podąża sobie korytarzem w poszukiwaniu Izzie Stevens, postanawia wejść do szatni. Wchodzi do szatni. W szatni tylko Izzie, cóż za przypadek xD

Addison – Dr Stevens, właśnie Pani szukałam, zauważyłam, że była Pani zainteresowana przypadkiem pani Grissom. (Addison dostrzega ogłoszenie 'Roommates wanted') Kto szuka współlokatorów? Muszę się wyprowadzić z tej obleśnej przyczepy. O tylko nr telefonu, a zadzwonię później(Addison spisuje numer). A wracając do Pani Grissom, dziecko ma wadę serca, więc potrzebuję stażysty do ciągłego monitorowania funkcji życiowych dziecka, dr Stevens jest Pani chętna?

Izzie – Och, oczywiście Dr Montgomery Shepherd! to bardzo ciekawy przypadek i bardzo polubiłam panią Grissom. (eee powiedzieć jej, że to Mer? nieeee, będzie wesoło, a ona wcale nie jest taka zła! w sumie całkiem miła jest)

Addison i Izzie przechadzają się w stronę ginekologii, nawiązała się pogawędka

Addison – Dr Stevens zastanawiała się Pani już nad specjalizacją? Może już Pani coś wybrała?

Izzie – eee ... Dr Montgomery to dopiero tydzień mojego stażu, chyba jeszcze za wcześnie na takie decyzje, ale uważam, że ginekologia to bardzo ciekawa dziedzina. Może powie mi pani dlaczego ją wybrała?

AddisonZawsze lubiłam dzieci. A pomaganie tym niewinnym istotkom to dla mnie czysta przyjemność. Poza tym, jest niewielu wybitnych specjalistów w tej dziedzinie, więc stwierdziłam, że może mnie uda sie coś osiągnąć,(nie ma to jak skromność) i jak wiesz udało się. Poza tym, jestem jeszcze neonatologiem.(Thank God przybyły pod sale Sary Grissom) Ok, dr Stevens monitoruj dziecko, i zgłoś się za godzinę z wynikami, w moim gabinecie.

Izzie – Tak, pomaganie dzieciom jest wspaniałe. Podziwiam panią Dr Montgomery, ja kiedy patrzę na te małe biedactwa, które tak cierpią... Wszyscy mówią, że jako lekarz nie powinnam się angażować emocjonalnie, ale ja tak nie potrafię. Nie umiem się wyłączyć i nie czuć. Czy przez jestem gorszym lekarzem? Przecież mamy pomagać ludziom. A do tego potrzeba odrobiny serca i uczucia. Czy może lepiej być zimnym profesjonalistą, jak Cristina? Jak pani uważa Dr Montgomery?

Addison – Angażowanie się musi mieć swoje granice, które w mojej specjalizacji szczególnie trudno dostrzec. Dr Stevens proszę przyjść za godzinę z wynikami. (Addison odchodzi)

Addison w swoim gabinecie, wyjmuje kartkę, z nr telefonu z ogłoszenia o współlokatorach i dzwoni.

Addison – Halo, dzień dobry, czy ogłoszenie, o poszukiwaniu współlokatorów jest nadal aktualne? Byłabym zainteresowana tym pokojem dwuosobowym(a wezmę tego Marka ze sobą ). Nie mam dużych wymagań, często nie ma mnie w domu, z kuchni prawie nie korzystam. Może mogłybyśmy się spotkać, żeby pooglądać pokój, podpisać umowę. Jeśli pokój jest taki, jaki jest opisany w ogłoszeniu to nawet nie muszę go oglądać. Co Pani na to?

Meredith – Tak? Dzień dobry, ogłoszenie jak najbardziej aktualne. rozumie pani chodzi mi o osoby, których nie znam i nie mam z nimi nic wspólnego. Pokój jest dwuosobowy, bardzo wygodny. To kiedy możemy spisać umowę?

Addison – Ja dzisiaj nie mam czasu, ale upoważnię do podpisania umowy w moim imieniu dr Isobel Stevens, wtedy mogłybyśmy podpisać umowę już za 2 godziny. Czy to Pani odpowiada?

Meredith – Dr Isobel Stevens? To moja dobra znajoma, to ona wynajmuje drugi pokój. Skoro ją pani zna, nie będziemy mieć problemu z kłótniami wśród lokatorów(dzięki Bogu jakaś przyjaciółka Izz, będę mieć święty spokój). Teraz mam operacje więc za 2 godziny u mnie w domu, Izzie ma adres. Podpiszemy umowę i może się pani wprowadzać. Dowidzenia!

(pukanie, wchodzi Izzie)

Izzie – Dr Montgomery mam wyniki pani Grissom, są bardzo niepokojące. Stan matki zaczyna się pogarszać, co bardzo niekorzystnie wpływa na dziecko. Co robimy w tej sytuacji Dr Montgomery? I proszę mówić do mnie Izzie, wszyscy mówią Izzie.

Addison – Dobrze więc Izzie, poobserwuję ją jeszcze do wieczora, jeśli nic się nie zmieni, zrobimy cesarskie cięcie. A teraz moja osobista prośba, tutaj jest upoważnienie, do podpisania umowy najmu w moim imieniu(Addison przekazuje Izzie upoważnienie). Pojedź pod ten adres z ogłoszenia o współlokatorach, które było w szatni, ta miła kobieta mówiła, że dobrze ją znasz i podpisz w moim imieniu umowę najmu pokoju dwuosobowego. Czy możesz to dla mnie zrobić? Aha jak już wrócisz, to proszę przynieś mi tą umowę i powiedz coś o mojej przyszłej współlokatorce.

Izzie – Oczywiście, Dr Montgomery, to żaden problem, ja...eee...yyy (mam jej powiedzieć, że to Mer i,że ja też tam mieszkam, nigdy w życiu, czy ja wyglądam na samobójce?) eeee... ja blisko mieszkam. To ja już pójde. (Izzie wychodzi)

Izzie: *Izzie wychodzi od Satan i przypadkowo wpada na Alexa flirtującego w pokoju pielęgniarek*
O! Alex! Widzę, że się nie nudzisz *ironiczny uśmieszek*

Alex: a czy wyglądam na takiego który by się nudził .... chcesz cos ode mnie ??

Izzie: Hmm, pomagam Dr Montgomery przy ciekawym przypadku, ale na razie musze iść sobie załatwić mieszkanie. Sobie... i jej... Może ty też nie masz gdzie mieszkać, hę? *żartuje*

Alex: no wiesz ja zawsze znajdę sobie miejsce gdzie mogę się wyspać i przy tym jeszcze dobrze się zabawić *ironiczny uśmiech* jeżeli ci bardzo zależy to mogę pojść

Izzie: Czy ja wyglądam jakby mi zależało? *pewnie, że wyglądam!* Jak chcesz to chodź. Co mi tam! Mer się ucieszy! * no na pewno... potnie mnie tępym nożem na cienkie paseczki, nie dość, że Satan, to jeszcze ten, zarozumiały przystojniak*

Alex: ok ale uprzedzam po drodze żadnych flirtów...*niech myśli ze nie jestem łatwy* idziemy?

(po dość długiej drodze, oczywiście pełnej flirtów dochodzą do domu Mer, jednak Mer jeszcze nie ma)

Izzie: Gdzie ta Meredith, nie mam czasu, Dr Montgomery na mnie czeka! A ty Karev nie gap się tak na mnie, jakbyś mnie nagą widział!!!

Alex: a chciałabyś żebym cię widział nagą?? a tak w ogóle to wiesz cos może o tej dr. Montgomery jaka ona jest??

Izzie: W twoich snach Karev... Dr Montgomery to wspaniały lekarz, jeśli pomożesz przy przypadku pani Grissom, będziesz miał okazje ją poznać.

Alex: wspaniały lekarz powiadasz hmmm *o tak musze ja poznać* ok pomogę Ci przy tym przypadku

(podbiega spóźniona Mer)

Meredith: Już jestem, przepraszam za spóźnienie miałam...ehm coś do załatwienia (mam nadzieje że brak majtek nie rzuca się w oczy) No Izzie masz te umowy? Podobno miałaś przynieść też od jakiejś twojej znajomej. A co on tu robi? (wskazuje na Alexa po czym otwiera drzwi i wszyscy wchodzą do domu)

Alex: Izzie prosiła mnie żebym z nią przyszedł to przyszedłem chyba nie masz nic przeciwko??

Meredith: Izzie prosiła tylko pytanie po co? Izzie daj te umowy jestem wykończona (mam po czym xD) chce to już mieć z głowy. (Bierze od Izzie umowy i bez czytania podpisuje) dobra to na tyle. Aha tak apropo kim jest ta twoja znajoma?

Izzie: Moja znajoma...eee.... znajoma, ze szpitala... Dr Montgomery...eeee...yyy Sheperd, ruda taka *matko, zaraz mnie zabije*

(Meredith tępym wzrokiem patrzy na Izzie przez jakieś 3 minuty, w głowie próbuje jeszcze raz przeanalizować to co właśnie powiedziała)

Meredith: Dr jaka?! Montgomery- Shepherd mówisz! Oszalałaś!!! Widzisz to?! Widzisz?(ze wzrokiem szaleńca pokazuje Izzie guza na czole) To jest jeden z miliona powodów dlaczego powinnaś była mnie uprzedzić z kim podpisuje umowę? I dlaczego w twojej siatce na zakupy widzę arbuza?!

(Alex patrzy na Mer jak na jakąś idiotkę)

Izzie: Arbuz jest Alexa, on lubi arbuzy. (oddaje arbuza Alexowi) Mer, przecież Ty się zgodziłaś, zanim ja się dowiedziałam, skąd mogłam wiedzieć, że Ty nie sprawdzasz kto się wprowadza, mnie przemaglowałaś tak, że hej!!

(Alex bierze NIE SWOJEGO arbuza i jest lekko zdziwiony)

Meredith: (Mer siada na kanapie, próbuje głęboko oddychać) Przeznaczenie! Los! Efekt zaskoczenia przy poznaniu współlokatorów! Tylko tego chciałam! A nie potrzeby odwiedzenia intensywnej terapii z podejrzeniem zawału! I powiesz mi w końcu do cholery po co z nim przyszłaś?!! (znowu wskazuje na Alexa)

Izzie: Ja z nim nie przyszłam, to ON ze mną przyszedł! Pewnie arbuza chciał sobie kupić!

Alex: Dobra dziewczyny przejdźcie do rzeczy naprawdę ja mam ciekawsze zajęcia niż wy chyba ze lubicie się kłócić? a wiec załatwiłyście już co trzeba? (rozłoszczony Alex oddaje arbuza Izzie)

Meredith: Załatwiłyście co, bo chyba dokładnie nie rozumiem po co tu jesteś?

Alex: no podpisanie tej głupiej umowy kto gdzie i ..... no chodzi o ten wynajem?

Meredith: Przepraszam bo chyba źle zrozumiałam. Kto? Gdzie? A co ciebie interesuje moje ogłoszenie i mój dom? Izzie, jeśli natychmiast nie dowiem się o co tu chodzi, przysięgam, że będziesz musiała szukać sobie jakiegoś wygodnego miejsca pod mostem!

Izzie: Ja nic nie wiem, ja przyszłam tylko umowę podpisać, a Alex przyszedł mnie podrywać!

Alex:
No dobra Meredith ( lekko zmieszany) czy znajdzie się jakieś wolne miejsce dla mnie w twoim domu?
(do Izzie) Kto kogo podrywał to podrywał

Meredith: Wolne miejsce? Gdyby Izzie była łaskawa powiedzieć mi o tym kto zamierza spać w jednym z moich wolnych pokoi, miejsce może by się znalazło. Może Izzie przygarnie cię do swojego pokoju skoro tak lubi ludzi? ( z przekąsem żartuje)

Izzie: Ty Karev chyba rozum postradałeś!!! Ze mną w pokoju! (wzburzona rzuca w Alexa arbuzem) hmmm... jaki słodki teraz (przygląda się ociekającemu sokiem Alexowi) może się jednak zgodzę, Mer *uśmiech*

Alex: Teraz to blondyneczko przesadziłaś... *wściekły* ale wiesz mi by nie przeszkadzało z kim jestem w pokoju byle tylko się wyspać.... mógłbym być w pokoju nawet z Georgem * upsss chyba raczej nie* no to Mer jak będzie??

Meredith: Dajcie mi już wy wszyscy święty spokój. Dogadacie się z Izzie czy nie- mam to gdzieś. Jak wpuści cię do swojego pokoju to proszę bardzo. Czynsz płatny miesiąc z góry. Gorzej niż Montgomery- Shepherd być nie może.

Izzie: Karev niech ci będzie, ale śpisz na podłodze! I nic sobie nie wyobrażaj, jeden zły ruch i wylecisz z takim hukiem, że w NY usłyszą!

Alex: pfff zobaczymy... mogę spać na ziemi... tylko proszę nie budź mnie w nocy i nie mów mi żebym Cię ogrzał bo ci zimno. Zobaczysz twoje błagania będą słyszalne nawet w Polsce


Izzie: Po raz drugi, w twoich snach Karev!


(Izzie i Alex wracają do szpitala, a Mer do domu)


(po ok.2 godz. Izzie wraca od Meredith, z umową dla Addison)

Izzie – Dr Montgomery, już wróciłam, mam umowę dla pani, tylko eeee... to jest dość skomplikowana sytuacja. Czy pani zdaje sobie sprawę z tego z kim i do kogo się wprowadza?

Addison – Właściwie nie. Więc do kogo się wprowadzam? Pokaż tą umowę Izzie(Izzie podaje umowę, Addison spogląda na nazwisko wynajmującego)Aaaaaaaaaaaaaaaaa! OMG! Jak to możliwe!? To niemożliwe! Przez telefon miła inny głos niż ta mała... No to będę się zapewne świetnie bawić!(Addison w dalszym szoku)Kto się wprowadza poza mną? Mam nadzieję, że nie połowa szpitala! Ta rozkoszna Meredith mówiła, że chce ludzi których nie zna!

Izzie – Jakby to powiedzieć Dr Montgomery, wprowadzam się jeszcze ja i Alex, tzn. Dr Karev. Czy to ...eee... pani przeszkadza?

Addison – (Addison zrezygnowana) Nie, już gorzej niż Grey być nie może, więc chyba mi już nic nie przeszkadza... przynajmniej tak mi się wydaje... Dziękuje Stevens za załatwienie dla mnie tej sprawy. A teraz wracamy do pacjentki. Obserwuj ją jeszcze przez godzinę, jeśli nic się nie zmieni, zrobimy cesarskie cięcie.

(po 1/2 godz. Izzie wraca do Addison z wynikami)

Izzie – Dr Montgomery, stan pacjentki pogarsza się, serce dziecka jest coraz słabsze. Myślę, że nie możemy dłużej czekać.

Addison – (Addison spogląda na wyniki)Robimy cesarskie cięcie, natychmiast, myj się Stevens, spotkamy się na sali operacyjnej.

Mark idzie sobie spokojnie jednym z korytarzy w Seattle Grace Hospital , popijając Bondrycapuccino. Rozmyślał czy powinien powiedzieć Addison o swoim dzisiejszym wyskoku ale zmęczył się i wziął pierwsze lepsze pisemko.
Tak zaczytał się w magazynie "Seattle" że nawet nie zauważa kiedy... wpadła na niego Addison


Addison – Hey Mark. Muszę z tobą porozmawiać o hotelu, o mieszkaniu, o wszystkim, może starym zwyczajem skorzystamy ze schowka?

Mark – No dobra, ja też muszę Ci coś powiedzieć (patrzy Addison prosto w oczy)

Addison – No więc, z tym hotelem to była pomyłka, oboje o tym wiemy, to, że jesteśmy niewyżyci seksualnie nas nieusprawiedliwia. Ale mam propozycję, ja mieszkam w przyczepie, z której się chce wyprowadzić, Ty mieszkasz w hotelu, może byłbyś zainteresowany wynajęciem pokoju ze mną?(Bądź zainteresowany, bądź zaintersowany,...) Aha i co chciałeś mi powiedzieć?(Patrzy zaniepokojona na Marka, widać na kilometr, że ten krętacz coś ukrywa, tylko co... mfff znowu nie wiem! )

Mark – My niewyżyci sexualnie? (lekko się uśmiecha)
Jasne że jestem zainteresowany! Gdziekolwiek, byle z Tobą! (całuje Addison w czoło).
(po chwili zastanowienia )
Addison wiesz…(wacha się)... jestem jednak man whore.
(Addison patrzy na niego wzrokiem: "Kim jesteś i co zrobileś z Markiem?!")

Addison – Byle ze mną mówisz(Ten Mark to drań, on coś kręci... nie wiem jeszcze co, ale się dowiem!) Mark stało się coś?(Muszę to ciągnąć dalej, bo jak nie to, się w życiu nie dowiem!)Chcesz mi o czymś powiedzieć? Aha to mieszkanie jest u Meredith Grey, kojarzysz? Stażystka, leci na Derek'a, ostatnio z Hello Kitty na czole.(Jeśli leci na Derek'a, to może i na... nie, no taka głupia chyba nie jest) Więc co z tym mieszkaniem?

Mark – (Mark zaniemówił, ledno stoi na nogach, opiera się o ściąnę i ciężko oddycha).
Kiedyś mówiłaś, że wolisz najgorszą prawdę, niż kłamstwo. Jeśli Ci teraz coś powiem to musisz przysiąśc, że nie podejmiesz żądnych kroków w związku z tym a chcę Ci to powiedzieć bo… Cię… kocham Addison. (Wzrok addison: "WTF?")

Addison – (No nie... ten znowu, że mnie kocha! Kombinuje coś, ciekawe co znowu zrobił, pewnie z jakąś pielęgniarką się seksił!! Podły stwór! Już ja Ci dam, żadnych kroków nie podejmować! Dupa Jasiu nie kurzajki! Addison spokojnym i opanowanym tonem:) No słucham?

Mark – Najpierw przysięgnij bo Twoja złość będzie wielka.

Addison – (Aaaaa... więc to nie tylko pielęgniarka! Coś poważniejszego, bo przeżywa jak stonka wykopki! Addison lekko podniesiony tonem, bo ileż można czekać) No mów wreszcie!

Mark – Przysięgnij! Proszę! Powiedz tylko PRZY-SIę-GAM. Tylko tyle. Aż tyle Cię to kosztuje?

Addison – (Bożesztymój! Queen Elizabeth wyruchał czy co? Co on fetyszysta czy co, no o to go nie podejrzewałam! Well... 'wszystke się może zdażyć'. I co tu z nim zrobić... a przysięgnę, od biedy zawsze mogę 'pas cnoty' założyć) No, ok. Przysięgam, że nie podejme, żadnych kroków w związku z tym jakże tajemniczym wydarzeniem. At least, nie zmienia zdania, co do zamieszkania z Tobą.

Mark – No dobra.. Przespałem sie z Meredith Grey, chociaż "przespałem" to nie najlepsze słowo.

(Po kryjomu zamyka drzwi na wszelki wypadek gdyby Satan nie chciała dotrzymać obietnicy )

Dylan – Tymczasem pod stertą zużytych ręczników leżała sobie spokojnie prawa noga Dylana...nawet najstarsi górale nie wiedzą dlaczego akurat tam leżała...niestety widzieć nic nie widziała, bo oczy przypadły innym częścią ciała, ale prawej nodze dostało się jedno ucho, co prawda akurat to, na które Dylan nie dosłyszał (ryzyko zawodowe...)ale i mózgu jej też brakowało, więc jedyne co rozumiała to : bla bla bkaaa blaab aal abala sex..., które pochodziło z ust mężczyzny i gda gda gda gda gda gda dga dga dga dg ad aaaaaaaaaaaaaa męska kurwo! z ust kobiety... w sumie nic jej nie przyszło, że leżała sobie pod tymi ręcznikami...Jak to się mówi "nadzieja matką głupich"- więc prawa noga Dylana miała ciągle nadzieję, że ją ktoś odnajdzie i odłoży z pozostałymi resztkami Dylana....

Addison – (Ożesz kurwa ja pierdole!! Kogo zabić, ją czy jego!? Na początek jego!! Addison wzburzona) WTF!!! Mark!!! Ledwo Cię z oka spuścić, a Ty już rżniesz wszystko co się rusza! Ty męska kurwo! I Ty twierdzisz, że mnie kochasz!? Chyba człowieku na mózg upadłeś! Pojęcia nie masz, co to jest miłość! Od jutro mieszkamy razem u Meredith, mam nadzieję, że wziąłeś to pod uwagę zanim mi powiedziałeś! Zobaczymy kto na tym gorzej wyjdzie!(Addison uderza ręką o stertę zużytych ręczników, dostrzega ludzką prawą nogę, chwyta nogę i zaczyna okładać Marka) A masz! A żebyś syfa dostał! A masz!(W tym momencie Mark, dostał w swe lewe, prawdopodobnie już niepłodne jądro)

(Mark wrzeszczy w niebogłosy. Addison przestaje go okładać, a Mark dalej wrzeszczy.
Addison nie ma pojęcia, co się dzieje. Mark łapie się za głowę i nadal wrzeszczy. Nagle Markowi na usta piana wychodzi i zaczyna się trząść. Teraz Addison zaczyna wrzeszczeć z przerażenia. Widzi że Mark ma wstrząs mózgu i potrzebna mu natychmiastowa pomoc może nawet operacja... zastanawia się czy mu pomóc czy może zostawić na pastwę losu. Chętnie by to zrobiła po tym co jej zrobił ale jednak… jednak... powiedział jej. Przyznał się do błędu a ona go chyba kocha po mimo wszystko.. musi mu pomóc!


Addison – (Zawsze coś, zawsze coś, temu nawet porządnie przylać nie można, bo albo zemdleje, albo wstrząsa mózgu dostaje, Addison policzkuje Marka, przygląda się, widać, że nie jest tak źle, jak to początkowo wyglądało, Addison wybiega na korytarz i krzyczy:) Przysłać mi tu szybko lekarza, Dr Sloan spadł z łóżka przez przypadek i ma wstrząs mózgu! Proszę go zabrać, zrobić szybko tomografie i rezonans i wezwać jakiegoś neurochirurga na konsultacje i informować mnie o stanie pacjenta(Addison z prawą ludzką nogą, która straciła uszkodzone od bomby ucho, które zostało w schowku, idzie korytarzem i wrzuca nogę do pomieszczenia z napisem 'Brudownik')

Kilka godzin później
(Mark leży juz na oddziale, wreszcie przychodzi do niego neurochirurg)


Neurochirurg – Dzień dobry Dr Sloan (jarzy się). Jak sie pan czuje lepiej?
Miał pan chwilowa utrata świadomości? Przytomności? Jakieś urazy głowy?
Ktoś pana pobił w ciągu ostatnich kilku dni? Jakieś stresy? Odczuwął pan inność czy nierealność sytuacji? Na koniec wie pan skąd i dlaczego się znalazł w tym miejscu? Bla balblabla bla... Rozumie pan co mówię? Widzi pan mnie? Dobrze się pan czuje? Może powtórzyć...

Mark – (NIE!! Broń boże nie chce słuchać tego belkotu po raz drugi!

Czuje się jakby mnie TiR przejechał. Co chwilę mdleje jak baba. Co ma pan na myśli po przez inność czy nierealność sytuacji? Może to że sam nie wiem co czynię?! A możę to żę moja już pewnie exkochanka pobiła mnie ludzką nogą którą znalazła w stercie zużytych ręczników?! ( naurochirurg zapisuje: "po zakończeniu leczenia skonsultować z psychiatrą"). A może fakt że sypiam z kim popadnie , chociaz to dla mnie raczej codzienność (neurochirurg dopisuje: "KONIECZNIE!!!")
Coś jeszcze?

Neurochirurg – Właściwie to tak.
No więc wie pan skąd i dlaczego się znalazł w tym miejscu?
Czy występował ból głowy, nudności, czasem wymioty, ogólnie złe samopoczucie, drżenie i uczucie miękkości rąk i nóg, niemożność skupienia się na problemie intelektualnym czy manualnym? I proszę zachowywać się poważnie doktorze...

Mark – (Mark stara się skupić) Tak wiem.. (dźwięczą mu w uszach jeszcze słowa "Ty męska kurwo!").
kręci mi się w głowi, rzygam, czuję się jak męska dziwka i mimo szorstkiej i pewnej siebie fasady jestem samodestruktywny i czuje odrazę do samego siebie. Czuję nudności na samą myśl o sobie! Ciągle z nóg padam i wpadam na różne rzeczy, znaczy od kilku dni nie że zawsze! I co pan sugeruje.... czy też insynuuje... co tam pan woli.. po przez.. chwile.. o czym to ja mówiłem? Aa... tak.. po przez niemożność skupienia się na problemie intelektualnym czy manualnym?!

Neurochirurg – To co pan słyszy (zaciekle cos notuje w notesiku z okładką w Kubusia i Hefalumpy).
Chyba mam juz wszystko czego mi potrzeba. Klasyczny objaw Wstrząśnienia mózgu!
Jeżeli uraz nie spowodował uszkodzenia, stan wstrząśnienia mózgu powoli przeminie aż do całkowitego wycofania się wszystkich objawów choć ból głowy, karku i szyi, może utrzymywać się dość długo. Ma pan jakieś pytania? (zamyka notes i znowu szczerzy się na Marka )

Mark – Tak. Kilka a mianowicie:
Jak się pan nazywa? Kiedy stąd wyjdę? Czy.. jak ja sie tutaj właściwie znalazłem? (Mark całkowicie zgłupiał) Pamiętam tylko .. pamiętam.. (znowu dźwięczy mu w uszach "Ty męska kurwo!" ). Boże.. niby wszytko pamiętam a tylko
fragmenty...

Neurochirurg – No tak "niepamięć wsteczna". Może pan nie pamiętać szczegółów wypadku. Z czasem wszystko stanie się klarowne i jasne. Przeprowadzimy resztę badań a pan niech odpoczywa. Przyjdę za jakiś czas. (idzie do drzwi; Mark oddycha z ulgą)
Aaaa… (wraca się: Mark znowu drętwieje ). Nazywam się Paul Adelstein. ( teraz już wychodzi)

Mark – (Mark intensywnie myśli) Jak ten Paul A... Ad... który gra w Prison Break? Znaczy grał właściwie. Kurcze nawet podobny był ^^ Mniejsza z tym.. musze odpocząć. Na łeb mi się juz rzuca ( głowa go rozbolała od tego intensywnego myślenia).

Neurochirurg – (Paul na korytarzu wpada na Addison która stoi pod drzwiami i jak zwykle podsłuchuje)
A co pani tutaj robi?! (już chce ją opieprzyć kiedy jego wzrok pada na identyfikator)
Dr Addison Montgomery Shepherd? (szybko kartkuje kartę medyczną Sloana)
To ta Addison jest upoważniona do wszelkich decyzji w związku z leczeniem i którą należe powiadomić o ewentualnym zagrożeniu życia Dr Sloana? (Addison zatkało bo w życiu by nie pomyślałam żę Mark ją umieści w tej rubryczce).

Addison – Yyyy... eee... Słucham? Idę sobie nogi w brudowniku poszukać.(Neurochirurg w myślach: czy oni wszyscy w tym szpitalu są nienormalni!? Całe życie z debilami!)(Addison w dalszym szoku) Upoważniona?(Oh My God! I'm his person!) Do czego?(God! Już w życiu nie będę podsłuchiwać!) Aha do decyzji w sprawie leczenia. Więc co z Markiem?

Neurochirurg – Ah tak.. Nogi w brudowniku? (mruży oczy i mierzy ją wzrokiem od stóp do głów).
Pan Sloan ma lekki wstrząs mózgu i wydaje mi sie że jest gotowy do wypisania. Reszte rekonwalescencji może odbyć w domu. Myślę powinna go pani zabrać dzisiaj. (widzi zszokowany wzrok Addison) Bo są państwo parą right?

Addison – Już dzisiaj? Teraz?(Jak nie urok, to sraczka!) My właściwie nie... (a co go to obchodzi) Dzisiaj nie robią już wypisów, jest za późno, więc myślę, że nie zaszkodzi 12 h obserwacji, zabiorę go jutro(prawie się przeprowadzić zdążę).

Neurochirurg – Och nic nie szkodzi (uśmiecha sie serdecznie do Addison) wypis juz sam przygotowałem. A pani zamiast szukaniem nóg w brudowniku zajmie się lepiej swoim kochankiem (nachyla się do Addison i szepcze jej do ucha - "ludzie gadają")(znowu na głos i szpital słucha) i zajmie sie nim bo nic nie stoi na przeszkodzie żeby panią pozwać o znęcanie się a nawet oskarżyć o ten wstrząs mózgu. I niech pani nie wmawia mi przy okazji że po szpitalu walają się części ciała bo nic nie stoi na przeszkodzie również temu żeby umieścić panią na oddziale zamkniętym razem z pani.. emm.. przyjacielem. Lepiej juz pójdę bo jeszcze ciśnienie mi skoczy. Dobranoc. (odchodzi i krzyczy przez ramię) i Lepiej żeby jutro go już to nie było..

Addison – (Gdzie ja się z nim plątać po nocy będę, zostaje do jutra. Rano go wezmę, zamknę w pokoju i niech śpi, w końcu jakaś rekonwalscencja musi być. Addison podbiega do neurochirurga) Oczywiście, oczywiście(a niech spada już, do ucha neurochirurga:)Może trzeba panu przypomnieć przypadek pewnego pacjenta sprzed roku... zdaje się, że on był pana pacjentem... O nie, on na pewno był pana pacjentem, zagadkowej śmierci do dzisiaj nie wyjaśniono, sprawa się jeszcze nie przedawniła, więc rodzina może nadal dociekać. Niech ja sobie przypomnę, czy oni nie mieszkali przypadkiem w NY na Groove St... (Normalnym tonem) Więc, czy nie sądzi Pan, że jednak obserwacja jest wskazana?

Neurochirurg – (śmieje się) To był mój brat (puszcza oczko). Lubię waleczne kobiety. Są pociągające. (nachyla się niebezpiecznie do Addison) Niech ten palant juz dzisiaj zniknie z tego szpitala i wszyscy będą happy ok?

Addison – Nie mogę go dzisiaj zabrać, nawet jeślibym chciała, gdzie ja go mam zabrać? Pod most? Nie mam mieszkania jeszcze. Myślę, że jeśli zniknie jutro z rana, to nic się nie stanie. Doktorze, co to za tik nerwowy z tym okiem? Może powinien się pan go kogoś zgłosić z tym problemem?

Dylan – Płuco Dylana tymczasem snuło się po korytarzu, odnotowało obecność kogoś nowego... Wysoki... ciemnooki... przystojny neurochirurg spojrzał na nie z politowaniem... ale płucu Dylana to nie przeszkadzało... ważne że w ogóle na nie spojrzał... podekscytowane popełzło do prawej nogi, którą Addison wrzuciła do brudownika, aby jej przekazać, że nowy neurochirurg przyjechał do miasta...

W barze

Siedzi przy barze, czeka na Cristine mówi do Joe'a

Meredith – Joe nalej tequili. Czy tylko mnie się wydaje, że ostatnio coraz częściej tu bywam? (dostaje tequile) Joe ratujesz mi życie. Gdzie ta Cristina? Miała tu być 15 minut temu, mam natychmiastową potrzebę, poużalania się nad sobą...(patrzy na przemian na zegarek i na drzwi)

Joe – (dolewa Mer jeszcze więcej tequili) Zaraz tutaj wpadnie jak burza. Spokojnie.
A jak tam McDreamy?

Xtina wchodzi do baru i szybkim krokiem zmierza do Mer

Cristina – Zaczęłaś pić beze mnie?! I cześć Joe, whatever. Dolej, co tam masz dobrego. (zapada niezręczna cisza)

Merdith – McDreamy? Sympozjum w Kazachstanie. Rozumiesz? W Kazachstanie! Jak mam z nim zamienić, choć dwa zdania skoro wcale nie ma go w szpitalu? Czy można mnie winić, że mam swoje potrzeby? (myśli) które z całkiem niezłym skutkiem dzisiaj zaspokoiłam(widzi Cristine) Wybacz. Mam potrzebę. Dlaczego tylko tequila jest w stanie mi pomóc? Ludzie czerpią przyjemności z wielu rzeczy...Mogłabym skoczyć na spadochronie, albo zacząć szydełkować…(Cris patrzy się na nią jak na idiotkę)


Cristina – Nie lepiej się z kimś przelecieć? Swoją drogą muszę ci coś powiedzieć.. Ale wygląda na to, że lepiej ty bądź pierwsza. Więc, o co chodzi?

Meredith – Joe jeszcze jeden... albo od razu dwa bądź tak miły(pijacki śmiech)Przelecieć? Niestety, nie pomogło. Pozbyłam się tylko majtek... swoją drogą ładne były... czarne koronkowe... A teraz zgaduj. Masz trzy podejścia. Kto przeleciał cudzołożną Mer?

Cristina – Może prościej, który z rezydentów?

Meredith – Właśnie... dlaczego to jest takie oczywiste?(kwaśna mina) Joe lej, lej nie krępuj się... No, więc skrócę twoje cierpienie i Ci powiem. McSteamy! Tak ten McSteamy, szanowny doktor chirurg plastyczny Mark Sloan z Nowego Jorku. Korekcja uszu. Gabinet. Sex. Czy to nie proste?

Cristina – McSteamy? A to jednak tylko, jeden szybki numerek… Już myślałam, że się zakochałaś (pijacka czkawka) I jaki on tam szanowny? (hick up) On stara się robić to ze wszystkim, co ma pochwę i piersi, phi.

Meredith – Ciiicho... potrzebowałam tego, a on jest… mmmm(rozmarzenie) ehm… znaczy się, niezły jest(udawana obojętność)...nie miałaś mi czasem o czymś powiedzieć? Mów, wyżal się w końcu jestem twoją... iik... przyjaciółką(pijacki śmiech again)

Cristina – Powiedzieć? A nic, żartowałam (sztuczny śmiech i zmartwiona mina) Mów dalej... Tak w ogóle, pamiętałaś o zabezpieczeniu? (stara się ciągnąc temat "na siłę", czego Mer zdaje się nie zauważać)

Meredith – Zabezpieczeniu... iik... przy ilości moich wizyt w barze musiałam iść po receptę na tabletki [olor=green](myśli: całe szczęście, że nie do rudej. Przypomina sobie o sprawie Cristiny)[/color] No dalej, mów! Jestem teraz miła i empatyczna, nie wywiniesz się color=green](smile)[/color]

Cristina – A to nic ciekawego, nic, co mogłoby się równać z sexem z McSteamy (puszcza oko)
A tak w ogóle, to muszę już iść, ukrad.. znalazłam bardzo ciekawą kartę. Pij dalej! (Xtina popijając z butelki wychodzi)

Meredith – Paa... (patrzy na odchodzącą Cris) Widzisz Joe wszyscy mnie opuszczają... została mi tylko tequila... myślisz że to za dużo? Nie... co ja mówię... lej, lej(bełkot totalny)

Niespodziewanie do baru włazi przygnębiony Georgie

George – O Mer co tutaj robisz?? ( Udaje głupka, jakby nie wiedział, że przyszła się uchlać, z reszta tak jak ja myśli) Dobrze, że jesteś, bo muszę się komuś wygadać....

Meredith – Georgie!! Siadaj...Cristina mnie zostawiła, a ja przecież jestem w takim przyjacielskim..iik..nastroju..Joe, tequila dla Georga!

George – Joe nalej kilka drinków od razu... ze 3 na początek... (Od czego tu zacząć... wystrzeża zębiska) Mer ja juz tak dłużej nie mogę żyć(pije pierwszego drinka) Nie wiem, czuję coś, jakby żona coś przede mną ukrywała, tylko nie wiem co... czuję się tak jakbym miał w którymś momencie zginąć(udaje dziwaka). Bożesztymój czuje coś takiego ze nikt nie zwraca na mnie uwagi… jakby ktoś mówił do mnie ale mnie w tym momencie nie było... Boże ja juz takkk nie chhcee(zaczyna jęczeć)

Meredith – George… ja cię doskonale… iik… rozumiem...ostatnio śniło mi się, że wpadłam pod autobus... straszne przeżycie... I na dodatek do mojego domu wprowadziła się ruda!(rechot) I co ja robię w tej… iik… sytuacji? Idę do domu żeby stawić jej czoło? Zapomnij! Siedzę w barze i piję tequile... a propo tequili, Joe bądź tak miły…

George – Joe zabieraj te kieliszki dawaj butle pełną tequlii... Mer, a właśnie słyszałem, że masz stryszek do wynajęcia… czy to prawda???(robi słodkie oczęta do Mer). Bo wiesz, by nam się przydał ten stryszek... dla mnie i dla żonci... bo teraz to my w 6-metrowym pokoiku się gnieździmy... ciasno jak cholera (Co ona powie... musimy mieć ten stryszek..przeciez da nam..)

Meredith – Stryszek!... Mam duuuży stryszek Georgie... duuużo kurzu... duuużo schodów, chcesz mój stryszek Georgie? Proszę bardzo, przecież trzeba sobie pomagać!

George – Bożesztymój! Mer, ja Cię kofammmm (rzuca się na Mer i ściska ją z całej siły, heh wiedziałem, że się zgodzi) widzisz to jest życie... bierze butle i wali z gwintu całą butelkę… yhmm… hyk hyk... (Hihi teraz to już można żyć) Może zagramy w lotki?

Meredith – Georgie… czas do domu! Czas zmierzyć się z przeznaczeniem... i rudą. Jesteś dzielna Meredith... jesteś odważna Meredith... Niczego się nie boisz Mere... aaaaj… cholera!!(Meredith ląduje na ziemi, ale udaje sie jej wyzbierać i pijackim krokiem wraca do domu)

Xtina lekko się zataczająć wychodzi z baru i wpada na Prestona)

Cristina - Oooo, dr Burke.. Jaki pan wysoki (pijacki uśmieszek) Cóż pana sprowadza tu?

Preston - Dr Yang (odkrywczo woła) Jesteś pijana!!! Nie powinnaś może wrócić do domu? Mogę cię odwieźć... No chyba że masz jakieś ciekawsze plany. A co ja tu robię to już mniej interesująca sprawa, człowiek czasem musi odreagowac po ciezkim dniu pracy... Chyba wiesz o czym mówię (uśmieszek)

Cristina - Pijana?! Mój ukradziony pacjent okazał się zdrowy, moja przyjaciółka uchlała się zanim mogłam z nią pogadać i motor mi się zepsuł! Chyba mam prawo się urżnąć? I do jakiego domu? Do mojego jest za daleko... pijacki śmiech

Preston - W sumie ja tez przyszedlem sie napic, wiec moze wrocimy do srodka i urżniemy się razem? Chyba ze masz jakieś ciekawsze propozycje (czyt. uprawiajmy seks)

Cristina - Ja już pić nie zamierzam, muszę jeszcze postudiować! Najlepiej pod okiem jakiegoś świetnego chirurga (puszcza oko)

Preston - Znam pewne świetne miejsce, gdzie można "miło spędzić czas" (śmiech) Chodź (bierze Cris za rękę do auta, potem jedzie do naszego ulubionego hotelu)

Kamera skierowana na zamykające się drzwi pokoju hotelowego, z głębi słychać śmiechy i całusy xD

Dom Meredith

Addison wprowadza się do domu Mer, ciemno już, zgasły wszystkie światła, noc nadchodzi głucha... ale na szczęście w domu Mer jest prąd. Addison taszczy ze sobą 2 ogromne walizki! I trzaska się przy tym niemiłosiernie, wcześniej wstąpiła na kilka drinków do Joe. Idzie sobie... podąża schodami do pokoju, gdy nagle słyszy jakieś odgłosy dobiegające, z kuchni chyba... zostawia więc walizki w pokoju i podąża nieco zachwianym kroczkiem w stronę dobiegających odgłosów, dochodzi do kuchni a tam Izz piecze babeczki

Addison: Hello Izzie! Co ty tutaj robisz o 2 rano?! babeczki pieczesz? Cool! Mogę się przyłączyć? (Dostrzega wzrok Izz, który looka na Add, jak na idiotkę)

Izzie: O! Dr Montgomery Sheperd! Już sie pani wprowadziła, jak miło! Ja nie mogę spać w nowym miejscu, więc babeczki pieke. *Izzie spoglada z zainteresowaniem na wyraźnie wstawioną Addison*

Addison: (Addison wcina jedną z babeczek) Good! They're all just... good. Can I join you? Oh and call me Addy or... Addison or... no that's my all names. No.. to mogę się przyłączyć? (Addison z pijackim uśmiechem i butelką w ręce, wyczekuje na odpowiedź Izz)

Izzie: Addie...eeee.... jasne pewnie, oczywiście! A ja mogę? *wyczekująco zerka na butelke adddie*

Addison: Of course (znowu uśmiech) No, to jak te babeczki robisz? Może nie uwierzysz... ale przez 12 lat małżeństwa ja nic nie ugotowałam... ani nie upiekłam... kompletne... zero, takie, jakby to powiedzieć... takie nic, jak już się brałam, za to gotowanie, to czułam to wewnętrzne fuj... yuk! no i musiałam z restauracji zamawiać...(Addison znowu zasysa babeczkę) Jak one mogą być takie dobre?! Naucz mnie je piec!! (Addison błagalnym wzrokiem na Izz spogląda)

Izzie: Oczywiście, że mogę cię nauczyć!!! No więc na początku dodajesz... *Izzie opisuje przepis, przy okazji pociągając z butelki*

Addison: Więc mówisz, że te, te, te, wiórki kokosowe to dopiero na końcu? (Addison pociąga z gwinta) Ale... dlaczego na końcu, nie mogą być przedostatnie? (tequila się nam kończy..., a to pech! Addison na szczęście opiera się o lodówkę)

Izzie: Nieee, no na końcu być musi! *Izzie, już lekko wstawiona tęsknym wzrokiem spogląda na pustą butelkę* bo inaczej smak nie ten sam będzie! Mer, chyba gdzieś tu tequile schowana ma, zaraz poszukam! *lekko zataczając się podąża w poszukiwaniu wymarzonego trunku*

Addison: (Izzie pokazuje odnalezioną butelkę) Yaaaaaay! Chyba musimy skończyć pieczenie i zająć się jedzeniem! Postanowiłam... przytyć! Bardzo przytyć! Nikt mnie nie kocha! (pociąga z butelki i wcina babeczkę za babeczką)

*Alex przebudzony hałasami wydobywającymi się z kuchni interweniuje*

Alex: Izzie czemu nie śpisz?? ooo Dr.......


Izzie: *Izzie zataczając się podchodzi do Alexa* Alex... hihi... jaki ty śliczny jesteś!!! My tu sobie z Addie babeczki pieczemy! Może się przyłączysz? *łapie się Alexa, żeby nie upaść*

Addison: (Addison karkołomnie biegnie żeby utrzymać Izz w pionie, pokonuje lodówkę jednym odbiciem, kuchenka po tym biegu, nie będzie już taka sama, zaorała głową w jedną partię babeczek, ale biegnie, biegnie i już łapie Izz gdy... wpada w poślizg na babeczce i obie z Izz lądują na Alex'ie, który walnął organizmem o glebę) Oh, Dr Karev, miło Pana poznać, pomimo tych dramatycznych okoliczności, nic się panu nie stało mam nadzieję, Izz żyjesz?? (Addison cała w czekoladzie z babeczek spoczywa w ekstazie na Alex'ie)

Alex: Dzień dobry Dr. Montgomery znaczy sie dobry wieczór. Niech pani się nie martwi nic mi się nie stało. ale mam małą prośbę czy mogłybyście ze mnie zejść?? *delikatnie łapie obie panie za tyłeczki*

Addison: Oczywiście Dr Karev (Addison z Izzie wspierają się na sobie i trzymają jeszcze Alex'a za... koszulkę, już wstają, ledwo łapią równowagę, ale nie poddają się gdy nagle... straciły równowagę i poleciały do tyłu wciągając jednocześnie na siebie Alex'a) Dr Karev, jakże nam przykro, czy i tym razem nic Panu nie jest! My z Izz możemy tylko liczyć na pańską pomoc w powstaniu... (Addison i Izz z zachęcającym uśmiechem na twarzy)

Alex: *Alex jako prawdziwy gentelman* Proszę bardzo... *podnosi obie panie* chyba przesadziłyście trochę z alkoholem... a tak w ogóle to co pani robi w domu Mer?? *Alex zgrywa głupka i wcale nie zauważa Izzie*

Nagle słychać dzwonek u drzwi: Din don Din don..

Izzie: *Izzie niezrażona obojętnością Alexa przepycha sie przed Addie* Addison *podkreśla* i ja poznałyśmy się w szpitalu, to właśnie w jej imieniu podpisywałam umowę? A ty kotku, dlaczego nie śpisz? Podłoga twarda?

Alex: twarda pfff nie kpij ze mnie po prostu mój pęcherz moczowy był pełen....
Izzie, ktoś dzwoni czy mi się tylko zdaje??


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Mark dnia Nie 15:45, 15 Kwi 2007, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Mark
Administrator
PostWysłany: Nie 15:37, 15 Kwi 2007
Administrator


Dołączył: 01 Kwi 2007

Posty: 678
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Nowego Yorku of course

Alex: twarda pfff nie kpij ze mnie po prostu mój pęcherz moczowy był pełen....
Izzie, ktoś dzwoni czy mi się tylko zdaje?? *Addison znowu upadła na podłogę i nie daje znaków życia*

Izzie: Gdzie dzwonił ... *Izzie cielęcym wzrokiem wpatruje się w Alexa* co dzwonił... *i znów zatacza wprost na niego*

Alex: dobra Izzie idź do łóżka albo ja cię zaprowadzę ...... * delikatnie bierze Izz i wchodzi z nią po schodach*

Znowu słychać dzwonek u drzwi: Din don Din don
( Alex i Izzie zawracają do drzwi )


Izzie: *do wstawionej blond główki Izzie w końcu dociera przytłumiony dźwięk dzwonka* Alex, ktoś dzwoni!!! Czego nie mówisz! Trzeba otworzyć! *zataczając się uroczo i trzymając wszystkiego co popadnie (w tym Alexa, oczywiście) Izzie zmierza do drzwi, po drodze w kuchni natyka się na ciągle siedzącą na podłodze Addison* Addie!!! Co Ty tu robisz? *Izzie znów zapomina o dzwonku*

Addison: (Addison odzyskała przytomność, i myśli sobie: gdzie ja jestem... a co ja mam na twarzy...) O Izz... hey co Ty tutaj robisz?? Stało się coś? (Addison podaje tequile) Napij się! A co my tutaj robimy?

Znowu słychać dzwonek u drzwi: Din don Din don

*Alex ma dość pijanych dziewczyn. Idzie otworzyć w końcu drzwi*

Addison: Izzie... słyszysz tą muzyke... (Addie ma 'przesłuchy', a Izzie nic nie słyszy, więc zaczynają śpiewać)
You are the sunshine of my life
Thats why Ill always be around,
You are the apple of my eye,
Forever youll stay in my heart

I feel like this is the beginning,
Though Ive loved you for a million years,
And if I thought our love was ending,
Id find myself drowning in my own tears.

You are the sunshine of my life,
Thats why Ill always stay around,
You are the apple of my eye,
Forever youll stay in my heart,

You must have known that I was lonely,
Because you came to my rescue,
And I know that this must be heaven,
How could so much love be inside of you?

You are the sunshine of my life, yeah,
Thats why Ill always stay around,
You are the apple of my eye,
Forever youll stay in my heart.

love has joined us,
Love has joined us,
Lets think sweet love.

(pocieszne głosy słychać w całej okolicy)

* a ponieważ pięknie im szło, gdy tylko skończyła im się piosenka znalazły nową... i jeszcze piękniej było!*
If I
Should stay
I would only be in your way
So I'll go
But I know
I'll think of you every step of
the way

And I...
Will always
Love you, oohh
Will always
Love you
You
My darling you
Mmm-mm

Bittersweet
Memories
That is all I'm taking with me
So good-bye
Please don't cry
We both know I'm not what you
You need

And I...
Will always love you
I...
Will always love you
You, ooh

I hope
life treats you kind
And I hope
you have all you've dreamed of
And I wish you joy
and happiness
But above all this
I wish you love

And I...
Will always love you
I...
Will always love you

I, I will always love
You....
You
Darling I love you
I'll always
I'll always
Love
You..
Oooh
Ooohhh

Alex: O witam dr. Sloan co za niespodziewana wizyta *hmm może spodziewana* co pan tu robi o tej porze?? * Mark wprasza się do domu* To może pójdziemy do kuchni *uśmieszek Alex'a*

(wchodzą do kuchni)

Mark: Co one... ( Marka zatyka. Widzi na podłodze je dwie, śpiewające, w sztok pijane, ubabrane w czekoladzie) ...
O Holly Mother of Destruction!
Do Alexa - Jak mogłeś pozwolić im doprowadzić się do takiego stanu?! Alex?!

Alex: Ja ich nie doprowadziłem do takiego stanu to TEQUILA, gdy wszedłem do kuchni juz były lekko wstawione Dr. Co z nimi zrobimy??

Addison: Mark!!! jak dobrze Cię widzieć! Może pośpiewasz z nami... Albo nie... jak tam chcesz... dla kogo ja ta piosenkę śpiewała ... oooooooooo dla Mark'a!! Podobało się ?!

Mark: Ja nie mówię że to ty je doprowadziłeś do takiego stanu tylko że im pozwolileś!
No to tak.. na początek... może weźmiesz Stevens do jej pokoju.. gdzie on jest? Góra? Dół może? Góra? O to kiepsko… Dasz sobie rade? ( Alex kiwa głową) A ja Addison pozbieram z podłogi na początek.. ( bierze głęboki oddech i zanurza się w kuchni).
Addison ślicznie śpiewasz ale jest 3 w nocy a sąsiedzi chcą spać... w sumie.. jebać sąsiadów. Masz jeszcze tequile?

Alex: Izzie chodź do łóżka chyba trochę przesadziłaś z tequila pewnie i tak nie będziesz jutro nic pamiętała... *Alex ponownie bierze Izzie i zataczając się razem z Izz wchodzą na górę*

Addison: Tequile... nie... nie ma już... weź poślij kogoś po wódkę mineralną! Bo na rano trzeba... a co tutaj robisz?? Gdzie Izzie??

Izzie: *Alexowi udaje się w końcu dotargać półprzytomną Izzie do pokoju* Alex! Gdzie ja jestem? Gdzie moja Tequila? Aleee...xxx... o kręci sięeę... jakie piękne kolory... *Izzie traci przytomność elegancko padając na łóżko*

tymczasem w kuchni...

Mark: Wypisałem się na własną prośbę.. powiedziałaś że wprowadzasz się do Mer więc, przyjechałem do ... Ciebie. Przeprosić.. pogadać. ( Mark patrzy w sufit a Adison rysuje babeczką po podłodze ). Alex zabrał już Izzie do łóżka. Może Ciebie już też zaniosę? Co ty na to. ( Patrzy na napis na podłodze: "Mark is love").

Addison: ja nigdzie nie idę! babeczki dobre są! idź po tą wódkę mineralną! ja nigdzie nie idę!! poczęstuj się babeczką! dla ciebie upiekłam! ja nigdzie nie idę!

Mark: Dla mnie? ( uśmiech ) Upiekłaś dla mnie babeczki? Dla mnie?
To ja miałem wstrząs mózgu nie ty. ( Addison robi okrągłe oczka)
No dobra my little drunkard. ( siada obok niej ) A z czym te babeczki?

Addison: Że jak... aaa babeczki... no dla Ciebie są... z... wiórkami kokosowymi... chyba. Miałeś wstrząs mózgu... a tak... co Ci się stało? A gdzie jest Izzie!? Ja chce Izzie?! Gdzie Izzie jest? Mówiłeś, że gdzie jest Izzie??

Mark: Co mi się stało? Pobiłaś mnie ludzką nogą! Whatever...
Alex poszedł z Izzie do łóżka.. znaczy nie poszedł ..yy nie wszedł z nią ( myśli: chyba ) ale zabrał ją do sypialni. ( Mark próbuje babeczki ).. Umm.. delicious.. OMG! Macie więcej? ( patrzy na Addison która znowu cos nuci ). Addison powinnaś się położyć.
Jutro rano do pracy trzeba wstać, a na kacu i tak Ci będzie ciężko kogoś nie zabić.
I nie sprzeczaj się ze mną bo nie mam siły na kłótnie.. padam..
Miałem dzisiaj koszmar senny.. widziałem wędrujące po korytarzu jelito cienkie które pełzło do Brudownika.. brr... to było jak sen ja jawie...

Addison: (Mark próbuje zabrać Addison i zanieść ją do pokoju)Mark... Co robisz?

Mark: ( Mark dyszy ) Niosę Cię do pokoju [color=green]( bierze ja wbrew woli na ręce i wnosi po schodach. do siebie: Boże co za mamut.. nie dam rady.. mój krzyż.. ). Niesie ją do sypialnie i kładzie na łóżku. Rozbiera się i pada obok. Po chwili słychać ciężki i miarowy oddech Marka który można traktować jak chrapanie..[/color]

Addison: (Addison pociesznie leży sobie, odwraca głowę w bok, patrzy, ooo Mark... śpi, co za szczęście) A gdzie ta Izzie się podziała? Może ja poszukać pójdę...(Addison wstaje i znowu zachwianym kroczkiem idzie na poszukiwania Izz. Idzie sobie korytarzem od ściany do ściany, zagląda do łazienki... ani śladu Izz, idzie sobie dalej, wchodzi do jakiegoś pokoju... tam też pusto, idzie więc sobie dalej zatacza sie do ostatniego pokoju na piętrze, patrzy... jakaś postać leżąca na środku pokoju... dalej... no wreszcie! Izz w łóżku! Przechadza się w stronę łóżka, żeby wybudzić Izz, gdy nagle przepada przez coś.. lub kogoś, myśli: a tak, to ta postać co ją wcześniej widziałam. Pada na łóżko obok Izz i mówi) Izzie... Izzie... Izzie, obudź się, Izzie!

Izzie: (półprzytomna Izzie otwiera jedno oko) eee... Dr Montgomery... już biegnę, gdzie pacjentka? ( Izzie podnosi się szybko z łóżka, ale po chwili traci równowagę i siada na Alexie) moja głowa... co się dzieje gdzie ja jestem? (zerka na Addison, która leży na łóżku z głupawym uśmieszkiem) Addie, gdzie moja butelka?

Addison: (hmm... a wydawało mi się, ze już się skończyło wszystko... ) Izzie... my już nie mamy butelki... pełnej, dwie puste mamy... chyba, że nowej jakiejś poszukamy... (Addison z największym trudem wstaje z łóżka) Izzie... idziemy do kuchni, tam musi być alkohol!(Addison podnosi Izzie i idą razem do kuchni)Izzie weź poszukaj butelki... jedną znalazłaś, to i drugą znajdziesz...

Izzie: (Izzie trzymając się czego popadnie przeszukuje kuchnie Mer*) nie ma, nie ma, tu nie ma i tu też nie ma ... and I still haven't found what I'm looking for... (zaczyna nucić) a tutaj, tutaj ... JEST!!!! Addie! Mam butelkę!

Addison: Yaaaaaaaaay!!! (Otwierają butelkę i piją sobie)Izzie... ja już... mam... chyba dość. Ty chyba też...
W tym momencie, Addison i Izzie, padają w kuchni, jak jeden mąż zmęczone i upojone alkoholem.

Voiceover

Zastanawiam się dlaczego pomimo tylu możliwych komplikacji, niespodzianki nadal uchodzą w naszym życiu za coś niezwykle ciekawego i szczęśliwego. Chyba...mają swój specyficzny urok. Urok butelki tequili, którą zupełnym przypadkiem trzymamy w naszych rękach, urok zapachu babeczek przyrządzonych przez niespodziewaną dla nas osobę, czy urok krótkiej chwili zapomnienia, zazwyczaj kończącej się w barze z wyrzutami sumienia.Wiem... nierzadko zaskoczenie zdecydowanie przerasta nasze wyobrażenie rzeczywistości, ale czasem zamiast buntu przeciw niemu, lepsza jest po prostu zwyczajna akceptacja.

CAST:


Derek - McDreamy
Meredith - akwamaryna
Addison - addison
Mark - Deredith
Izzie - Reiko
George - Avonelee
Cristina - loczek
Callie - Silmarill
Alex - mariusz
Miranda - moonlady
Preston - Magda
Richard - chuny
Dylan - Sarge
Neurochirurg i Joe - z braku funduszy też Dereditn Wink

voiceovery - akwamaryna
montaż - addison i Deredith i Reiko
rezyseria - Baaaa.. wszyscy xD A oficjalnie to Deredith ^^


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Partner Greys Anatomy World Strona Główna -> Episode 01.03 - "Whiskey Lullaby" Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo


Programosy
Regulamin